Goldenote HP-7 i M-7 – wzmacniacz dzielony włoskiego producenta. Test

Włoskie mikrusy

Dawid Grzyb
Goldenote HP-7 i M-7 – wzmacniacz dzielony włoskiego producenta. Test

Wzmacniacz dzielony to po prostu zestaw kilku urządzeń w oddzielnych obudowach, które spełniają tę samą funkcję co wzmacniacze zintegrowane. W segmencie względnie taniego sprzętu audio takie rozwiązania są raczej rzadkością. Do testów otrzymaliśmy wyjątkowy system, któremu zdecydowanie warto przyjrzeć się z bliska.

0

Testowane produkty:

Testy. Goldenote HP-7 + Denon PMA-1510AE

Żeby się przekonać, ile są warte monobloki M7, postanowiliśmy wykorzystać swoją redakcyjną „integrę” w charakterze końcówki mocy. Dzięki opcji Power Amp Direct jest to możliwe. Test polega na przełączeniu się pomiędzy dwoma konfiguracjami. Pierwsza to kombinacja M7 plus HP7, a druga wykorzystuje ten przedwzmacniacz w dokładnie takiej samej roli, tyle że ostatnim stopniem wzmacniającym jest PMA-1510AE. W ten sposób słuchacz można się dowiedzieć, ile faktycznie wnoszą do toru końcówki mocy Goldenote’a i czy w ostatecznym rozrachunku są warte swojej ceny. A poprawa jest niemała.

Analiza różnic w sposobie odtwarzania niskich tonów ukazuje dość suchy charakter japońskiej „integry”. Ta najbardziej słyszalna dotyczy średnich tonów niskich: PMA-1510AE zapewnia ich znacznie więcej. Na samym początku odnosi się wrażenie, że oznacza to bardziej przestrzenne brzmienie, ale na dłuższą metę objawia się jako irytujące dudnienie. Para M7 wytwarza więcej niskiego basu, który jest lepiej kontrolowany oraz bardziej naturalny i przestrzenny. Stopa perkusyjna też jest bardziej dosadna, głębsza, przyjemnie kopie ucho. Wynik tego starcia jest oczywisty.

Średnie fragmenty pasma również odrobinę się różnią w obu wykonaniach. M7 przedstawia partie gitarowe lepiej dociążone i bardziej naturalne, nie można im też odmówić lepszego „drajwu”. Wokale w koncepcji twórców PMA-1510AE są bardziej matowe, płaskie, co przekłada się na mniejszy realizm brzmienia, nie są też aż tak czyste, mimo wszystko wydają się całkiem niezłe.

Japońska „integra” odtwarza wysokie tony w sposób bardziej matowy, metaliczny, nie słychać w nich tej naturalności, którą epatuje konstrukcja Goldenote’a. Jego monobloki mniej eksponują ten zakres częstotliwości, lecz nadrabiają realizmem i długością wybrzmiewania. Następną różnicą jest wzrost szczegółowości brzmienia po podłączeniu M7; lokalizacja źródeł pozornych jest łatwiejsza, a scena muzyczna – odrobinę szersza, co jednak nie znaczy: bardziej uporządkowana.

Naszym zdaniem warto dopłacić te 2 tys. zł do monobloków Goldenote’a, wnoszą bowiem poprawę pod każdym względem. Co prawda trzeba się ze sprzętem osłuchać, lecz im dłużej się to robi, tym bardziej klarowne stają się różnice. Trudno nam było wrócić do konkurencyjnego urządzenia, choć uważamy je za całkiem udane.

Waszym zdaniem

Brak opinii.

Zaloguj się, aby móc dodawać komentarze.