Soundfreaq Sound Stack SFQ-03 – test stacji dokującej

Dźwiękowy wariat

Dawid Grzyb
Soundfreaq Sound Stack SFQ-03 – test stacji dokującej

W nasze ręce trafiła kolejna stacja dokująca przystosowana do współpracy m.in. z urządzeniami firmy Apple, Sound Step SFQ-03 amerykańskiej firmy Soundfreaq. Dzięki zastosowanym rozwiązaniom może ona działać w parze również z urządzeniami, które komunikują się z innymi w technice Bluetooth, a to nie wszystkie możliwości połączeń. Jednak produkt do tanich nie należy. Czy warto?

0

Testowane produkty:

Testy – odsłuch

Sound Stack należy do tych nielicznych urządzeń, w których sprawdza się zastosowany „upiększacz” brzmienia, tu w postaci funkcji U-Cube. Faktycznie zwiększa ona przestrzenność dźwięku, pytanie tylko, czy to wystarczająca pomoc, aby można było z czystym sumieniem napisać, że sprzęt gra dobrze. W końcu kosztuje blisko 1700 zł, a konkurencji nie brakuje...

Niskie tony są wyjątkowo obecne, lecz nie dominują pasma. Bas nie schodzi tak nisko, jak powinien, a jego faktura mogłaby być bardziej naturalna, ale jest przestrzenny, szybki i przyzwoicie dociążony w swoich średnich rejestrach. Co prawda nie jest źle, ale dobry niskotonowiec tym różni się od zaledwie przyzwoitego, że faktycznie odtwarza te najniższe wartości. Średnie fragmenty tego podzakresu są mocno wyeksponowane i przysłaniają, na szczęście tylko okazjonalnie, pozostałe składowe, na czym najbardziej cierpią chyba partie wokalne. Spodziewaliśmy się, że niskie tony będą wolniejsze, a ich wypełnienie – gorsze.

Średnie fragmenty pasma są przyzwoite. O ile trudno mieć zastrzeżenia co do ich barwy i dynamiki, ich słyszalność mogłaby być niekiedy odrobinę lepsza. Wiele urządzeń ma ten sam problem: górne fragmenty podzakresu basowego przysłaniają średni, ale tym razem nie jest pod tym względem źle. Owszem, byłoby miło, gdyby gitary grały wyraźniej i z większym pazurem, ale nie giną pośród pozostałych składowych utworu i nie są na tyle powolne, aby należało uznać je za przesadnie schowane. Partie wokalne są odpowiednio wyraźne i naturalne, nie słychać w nich podbarwień i syczenia głosek. Wokalistom zdarza się stanąć za kurtyną, ale to w dużej mierze zależy od realizacji samego nagrania.

Wysokie tony są zdecydowanie za mało słyszalne, a szkoda, bo co do ich jakości oraz barwy trudno mieć zastrzeżenia. Gdyby talerze wybrzmiewały dłużej i bardziej wyraźniej, całe pasmo można by określić jako w miarę wyrównane, z lekkim naciskiem na środek. Jeśli chodzi o budowę wirtualnej sceny i rozdzielczość dźwięku, Sound Stack to zaledwie średniak. W mocniejszych nagraniach brzmienie często staje się chaotyczne. Szerokość sceny jest ograniczona, chociaż słyszeliśmy już dużo bardziej „monofonicznie” grające zestawy. Co warto podkreślić, jakość dźwięku nie różni się szczególnie mocno po zmianie sposobu podłączenia źródła, choć niewątpliwie najgorsze rezultaty przynosi użycie wejścia pomocniczego.

Waszym zdaniem

Brak opinii.

Zaloguj się, aby móc dodawać komentarze.